Gdynia. Niebezpieczne place zabaw
Telefony w gdyńskiej redakcji „Dziennika Bałtyckiego” urywają się. Jak tak dalej pójdzie, doliczymy się w Gdyni więcej niebezpiecznych placów zabaw, niż bezpiecznych. Oto kolejne przypadki, zgłoszone nam przez Czytelników. Niestety, administratorzy obu placów nic sobie nie robią z zagrożenia!
- Na placu przy bloku 41 A przy ul. Śmidowicza na Obłużu w piaskownicy piach nie był wymieniany od lat - skarży się Karolina Gózewicz, mieszkanka dzielnicy. - Królują tam psie odchody i potłuczone butelki.
Tadeusz Królikowski, prezes spółdzielni mieszkaniowej „Nova”, do której należy blok 41 A przy Śmidowicza, piachu nie zamierza wymieniać.
- Najpierw musimy naprawić dachy bloków i wymienić okna w mieszkaniach. Poza tym nasz fundusz remontowy jest bardzo niski. Być może w przyszłości zajmiemy się też placem zabaw jak wystarczy na to pieniędzy - mówi Królikowski.
Jeszcze gorsza sytuacja jest na placu zabaw przy ul. Komandorskiej 28 na Grabówku. Tam jest naprawdę niebezpiecznie. Metalowa bramka może przewrócić się na dzieci, a na stole do ping-ponga stoją potłuczone butelki. Teren, na którym się znajduje ten plac, należy do Polskich Kolei Państwowych.
- Jeszcze tylko kilka dni będziemy zarządzać tym terenem, bo niebawem zostanie on przekazany wspólnocie mieszkaniowej - twierdzi Wiesław Jeżewski, zarządca rejonowy Administracji i Utrzymania Nieruchomości PKP.
- Jak już przejmiemy teren, zajmiemy się placem zabaw, być może jeszcze w tym roku - poinformowała Małgorzata Wodzianowska, nowy administrator wspólnoty mieszkaniowej bloku przy ul. Komandorskiej 28.
A co do tej pory? Pewnie nic, chyba, że metalowa bramka przygniecie jakieś dziecko. Może śmiertelnie...