PiS nie złożyło broni i nie chce łatwo oddać władzy w samorządzie wojewódzkim. Kusi stanowiskami ludzi PO i PSL
Dzisiejsze głosowanie w sejmiku wojewódzkim przesądzi, czy Prawo i Sprawiedliwość straci władzę w Małopolsce. Działacze PiS od kilku dni próbują rozbić nową koalicję, którą PO, PSL i Wspólnota Małopolska utworzyły w minioną sobotę. Najpierw funkcję marszałka oferowali PSL. Gdy ten scenariusz się nie powiódł, podobną ofertę złożyli politykom z PO - Markowi Sowie, Kazimierzowi Barczykowi, a nawet posłowi Aleksandrowi Gradowi. Wybór nie był przypadkowy, bo uchodzą oni za osoby z dużymi ambicjami. Propozycje mogły więc paść na podatny grunt. Teraz PiS liczy, że paru radnych PO w tajnym głosowaniu wyłamie się z partyjnej dyscypliny i nie dojdzie do dzisiejszych zmian w zarządzie województwa, które mają być pierwszym testem trwałości nowej koalicji. - Mam pełne zaufanie do naszych radnych - twierdzi poseł Andrzej Czerwiński, szef PO w Małopolsce. Według polityków Platformy, PiS celowo próbuje wprowadzić chaos, licząc, że coś na tym ugra.