www.higow.gortent.pl


gortent | higow | jahop | cidet | silop | serta | fibad | villan | fizder | RSS

Czy zmiana ordynacji naprawdę uzdrowi polską politykę?

Podzielmy Polskę na 460 okręgów wyborczych, niech na Wiejską trafi ktoś z każdego powiatu. Wtedy wyborca będzie miał swojego osobistego posła, którego będzie mógł rozliczać z ustawodawczej roboty. Ze sceny znikną skompromitowani politycy, ukrócona zostanie korupcja, kraj wyjdzie na prostą. Tę optymistyczną wizję głoszą zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych. Choć mało kto o tym wie, za wprowadzeniem ordynacji większościowej opowiada się pokaźna liczba autorytetów zaniepokojonych stanem polskiego życia publicznego. Są wśród nich Jadwiga Staniszkis, Gustaw Herling-Grudziński i Jerzy Giedroyć. Wśród zwolenników JOW był też minister Jerzy Stępień i inni politycy AWS. Ale szybko zdanie zmienili.- Niestety, kiedy prawica doszła do władzy, nie tylko nie spełniła obietnicy wprowadzenia jednomandatowych okręgów, ale upartyjniła politykę lokalną, wprowadzając ordynację proporcjonalną w gminach powyżej 20 tysięcy mieszkańców ? mówi z oburzeniem prof. Jerzy Przystawa z Wrocławia.Sławna kłótnia między ówczesnym burmistrzem Nysy Januszem Sanockim a marszałek Senatu Alicją Grześkowiak dotyczył właśnie ordynacji - burmistrz, wielki zwolennik JOW, wytknął, że AWS nie dotrzymała swojej ordynacyjnej obietnicy.Komu służy poseł?Zwolennicy wyborów jednomandatowych mówią, że w grę wchodzi wybór między całkowicie odmiennymi systemami politycznymi. Ich zdaniem, ordynacja proporcjonalna jest źródłem większości patologii w polskim życiu politycznym.- Dziś do Sejmu trafiają tylko ci, którzy zostali przez władze swojej partii umieszczeni na szczycie list wyborczych. Są więc lojalni wobec liderów, a nie elektoratu. Takiego polityka trudno rozliczyć - uważa Janusz Sanocki, który już kilka lat temu zorganizował konferencję pod hasłem Poseł z każdego powiatu.- Równie trudno rozliczyć partie, które łączą się w dziwne koalicje, zmieniają swoje programy a całą winę zwalają na trudnego koalicjanta. Wyborca jest bezradny - wtóruje mu prof. Przystawa, który o zmianę ordynacji walczy od 1992 roku.Jego zdaniem, wybory jednomandatowe automatycznie zmienią tę sytuację, bo uzależnią posła od woli wyborcy z jego okręgu. Oczywiście może on być członkiem tej czy innej partii, ale jego kariera zależy wyłącznie od poparcia lokalnego elektoratu. A gdy konkretny wyborca patrzy ci na ręce, dbasz, by były czyste. Co więcej, taki model wyborów szybko uporządkuje scenę polityczną. Ponieważ w każdym okręgu do ostatecznej rozgrywki stawać będzie dwóch najsilniejszych kandydatów, prędzej czy później pojawią się dwa silne bloki wyborcze. Jak w Anglii czy Stanach Zjednoczonych, w najstarszych i najlepiej działających demokracjach.Lek na całe zło?Każda zaskakująco prosta recepta budzi szereg wątpliwości. Tak jest i tym razem. Czy polskie społeczeństwo, tak mocno zniechęcone do polityki, w ogóle dorosło do takiego modelu?- Takie stawianie sprawy to nieporozumienie. Oczywiście, że dorosło, demokracja zaczęła się od prostego wyboru między lepszym a gorszym kandydatem. To ordynacja proporcjonalna jest wynaturzeniem, wymysłem ludzi o mentalności partyjnej ? mówi prof. Andrzej Czachor z Instytutu Energii Atomowej w Warszawie, wielki przeciwnik upartyjnienia życia publicznego, który regularnie uczestniczy we wszystkich spotkaniach zwolenników JOW, był też na ostatnim Ogólnopolskim Kongresie Protestu.Obrońcy status quo twierdzą, że zmiana ordynacji to za mało, że trzeba przebudować cały system. Niby to prawda, ale nie ma co marzyć, że system zostanie zreformowany przez ludzi, którzy czerpią z niego korzyści. A bez zmiany ordynacji nie uda się wyłonić nowych elit, tak przynajmniej mówią zwolennicy JOW.Bodaj najpoważniejsza wątpliwość dotyczy potencjalnego konfliktu interesów. Pojawia się pytanie, czy powiatowy poseł nie przedłoży spraw lokalnych ponad dobro całego państwa?- Nie będzie miał takiej możliwości. Jeśli zlikwidujemy system klientelizmu, w którym lokalne społeczności dobijają się o pomoc z centrali, źródło konfliktu zniknie. Podatki zostaną na dole, a poseł będzie stanowił prawo, a nie biegał za dotacjami ? opowiadał prof. Marco Mazzamuto z Palermo, gość honorowy wspomnianej konferencji ?Poseł z każdego powiatu?.Mazzamuto przyjechał do Nysy, by opowiedzieć o sukcesie włoskiego eksperymentu. Przez pół wieku Włochy miały ordynację proporcjonalną, władzę sprawowały na przemian te same partie, korupcja była wszechobecna. W końcu obywatelom puściły nerwy i w 1994 roku opowiedzieli się w referendum za okręgami jednomandatowymi. Nowa ordynacja przeorała włoską scenę polityczną, dziś wygląda ona zupełnie inaczej niż przed kilkunastu laty. Ale ? i to pytanie warto by postawić zwolennikom JOW - można by się zastanawiać nad tym, czy te zmiany wyszły Włochom na dobre. Czy premier Berlusconi i parlament z posłami uważanymi za postfaszystów okazali się być lekiem na całe zło?Koniec z szyldemAle jedno jest pewne. Dziś bywa i tak, że jeden populistyczny lider z chwytliwym partyjnym szyldem ? taki Andrzej Lepper - jest w stanie wprowadzić do parlamentu ludzi, o których wcześniej słyszeli głównie prokuratorzy. Bo wyborcy kierowali się etykietką, głosując na nich w ciemno. Gdybyśmy mieli jednomandatowe okręgi wyborcze, tacy kandydaci znikąd byliby bez szans.



5193 |5532 |16734 |2862 |20109 |1646 |5881 |70 |18581 |9784 |